piątek, 5 grudnia 2014

8. Niezaprzeczalnie nieprzewidywalna

Minął tydzień od ich przyjazdu do Denver. Zdążyli już wejść w rutynę. Pobudka o ósmej trzydzieści w porywach do dziewiątej. Godzina dziesiąta: punktualnie na miejscu, w klinice pod salą numer 238. Godzina szesnasta: koniec zajęć. I tak codziennie. Aż do dnia ósmego.  Jade obudziła się o normalnej porze.  Niall  chyba jeszcze nie wstał, przynajmniej w mieszkaniu nie było słychać żadnych kroków.  Zupełna cisza. 
- Niall wstajesz? – krzyknęła do sąsiedniego pokoju. Jednak chłopak  nic nie odpowiedział.  Przesiadła się na wózek, ruszyła do jego pokoju.  Blondyn leżał zwrócony głową do poduszki.  Jade podjechała do jego łóżka.
- Nie wiem, czy wiesz, ale robi się późno i jeżeli zaraz nie wstaniesz, to się spóźnię.  – Na jej słowa Niall wydał tylko jakiś dziwny dźwięk.  –Mówię serio, wstawaj!
- Co? – głos chłopaka wydał się jakiś zachrypnięty. Dziewczyna przyjrzała mu się. Teraz zauważyła, że jego podkoszulka była mocno przepocona. A on sam był cały czerwony.
 - Albo jesteś pijany, albo chory. Pokaż czoło – chłopak uniósł się do pozycji siedzącej. Jade przyłożyła mu rękę do czoła, które tak jak podejrzewała było rozpalone. – Masz niezłą gorączkę. Jest tu w ogóle jakiś termometr?
- Nie sądzę.
- Lekarstw pewnie też żadnych nie ma. – brunetka podjechała do jego szafy, wyciągnęła jakąś podkoszulkę i rzuciła mu ją na łóżko. – Ściągnij tę koszulkę i ubierz tą, jesteś cały mokry.   Jak sądzę dzisiaj nigdzie nie pojedziemy, więc…
- Czekaj, to jakoś się pozbieram i cię zawiozę. – przerwał jej.
-  Dobra, dobra lepiej leż. Zadzwonię do kliniki, że dzisiaj mnie nie będzie.  – Nie czekała, aż Niall zaprotestuje tylko opuściła pokój.  Wzięła telefon do ręki i poszukała odpowiedniego numeru.  Przekazała wiadomość  komuś z recepcji, że nie może dzisiaj przyjechać.  Miała nadzieję, że w kuchni znajdzie jakieś lekarstwa , ale nie było niczego oprócz jakiegoś środka przeciwbólowego, który na nic się nie zda.  Wzięła laptop i poszukała apteki internetowej. Znalazła odpowiednią stronę i zamówiła potrzebne lekarstwa, które miały do nich trafić w przeciągu godziny.  Kiedy była chora jej mama zawsze robiła jej mleko z miodem i czosnkiem. Może to by jakoś mu pomogło. Na razie tylko tyle mogła dla niego zrobić. Wyciągnęła potrzebne składniki z lodówki.  Dorze, że chociaż zakupy były robione na bieżąco.  Przygotowała prowizoryczne lekarstwo  i ostrożnie, żeby nie wylać zawiozła mu je.
- Mleko, miód i czosnek. Obrzydliwe, ale powinno trochę pomóc. – Podała mu kubek, który chłopak niezdarnie chwycił. – Uważaj bo zaraz to wylejesz.
- Dzięki – wziął łyk i skrzywił się. – Racja, obrzydliwe.
- No, teraz masz efekty chodzenia w samym podkoszulku, na taką pogodę. Nie, żebym wcześniej nie wspominała nic na ten temat, ale najwyraźniej ty zawsze wiesz lepiej. No nie?
-  Będziesz się teraz naśmiewała z obłożnie chorego?
- Chyba nie tak bardzo chorego, skoro ma siłę jeszcze  żartować.
- Tak na poważnie,  to czuję się okropnie. Jest mi na przemian zimno i gorąco. – Jego głos wciąż był zachrypnięty.
- Zamówiłam lekarstwa, będą tu za jakąś godzinę. Do gardła nie będę ci zaglądać, ale po twojej chrypce domyślam się, że też cię pewnie boli.  Oddajesz już ten kubek, co? – chłopak kiwnął głową i podał jej go.  – Śpij teraz, potem przyniosę ci leki.
- Dziękuję Jade. – usłyszała wyjeżdżając z pokoju.


***


- No wreszcie, ty stara małpo! Ile można czekać, aż pogadasz z najlepszą przyjaciółką! -  usłyszała Jade na wstępie rozmowy z Leą. Wreszcie miała czas, żeby się z nią skontaktować. Dlatego zadzwoniła do niej na skypie.
- Nie miałam czasu wcześniej, ale jak widzisz teraz wygospodarowałam audiencję dla ciebie.  – Jade wyszczerzyła zęby do ekranu laptopa.
-  Jestem wielce  zaszczycona,  pomijając fakt, że tutaj jest godzina 7.23 rano.  Ty się wyspałaś, a ja biedna zrywam się z łóżka i pędzę do komputera, żeby sprawdzić czy jeszcze tam żyjesz.  Nie odzywałaś się przez ponad tydzień. Hańba ci. Tak w ogóle, co robisz w mieszkaniu. Powinnaś mieć jeszcze zajęcia. Nie myśl, że tego nie spostrzegałam. Wszystko dokładnie wyliczyłam. Masz szesnastą dopiero za półtora godziny.  – Potok słów wypłynął z ust Lei.
- Nie byłam dziś na rehabilitacji. Niall jest chory, więc zostałam w mieszkaniu.
- Niall jest chory? – przyjaciółka powtórzyła po niej.
- Tak, ma gorączkę i w ogóle wygląda źle.
- A ty pewnie  wielkodusznie się nim teraz opiekujesz? – Lea zrobiła wszystkowiedzącą minę.
-  A co mam udawać, że nie widzę, że jest chory?
- Nie, nie skądże znowu, musisz pomóc biednemu chłopcu.  – Jade miała wrażenie, że dziewczyna z niej kpi.  – Z pewnością musi się cieszyć, że ma taką dobrą opiekę.
- Ta, z pewnością…
- No dobrze, dobrze. Wiem, ktoś w końcu musi się nim zająć.  Ale powiedz mi moja droga, jak to jest z nim mieszkać?   - mina Lei mówiła wszystko.
- Nie wiem, co oczekujesz usłyszeć, ale jest zwyczajnie normalnie. Jest miły, bo jak wiesz, musi taki być.
- A może jest miły, bo po prostu naprawdę jest miły, a nie udaje? Zawsze wszystko czarno widzisz.  – Może Lea miała rację. Jade zwykła przypisywać Niallowi złe cechy, jeżeli tylko nadarzyła się taka okazja. W końcu nie może tak łatwo dać się przekonać do niego.  – A tam gdzieś daleko w podświadomości  wiesz, że go lubisz.
- Teraz to go lubię? Już nie wmawiasz mi, że się mi podoba? O jak miło z twojej strony. – zaśmiała się Jade.
- A tego to wcale nie powiedziałam.  Dalej trwam przy swoim stanowisku. Oczywiście, jest pewne prawdopodobieństwo, że jeszcze sobie tego nie uświadomiłaś i dlatego wciąż zaprzeczasz. Ale ja swoje dobrze wiem,  w końcu znam cię lepiej niż ty samą siebie. – Brunetka przewróciła oczami.
- Jak zwykle pełna psychoanaliza...


***


- Niall wstań, mam lekarstwa. – lekko go szturchnęła. Chłopak przewrócił się  na  bok w jej stronę i otworzył oczy.  – Masz zażyj to – podała mu lekarstwo do ręki. – Tu masz wodę.  - Blondyn wziął i przepił tabletkę.  
– Za godzinę musisz zażyć jeszcze to. – pokazała mu nowe opakowanie leków i położyła je na szafce nocnej. Wzięła do ręki reklamówkę, która leżała na podłodze i wyciągnęła z niej kolejne rzeczy. – Tu masz coś na ból gardła, weź od razu. No i jeszcze tu kładę ci zapas chusteczek.  Kupiłam też termometr, więc zmierz temperaturę. 

-  Widzę, że to bardzo nowoczesny model  – zachrypiał.
- O co ci chodzi? Ja uważam, że rtęciowy jest najlepszy  – zaśmiała się.
- Nie, nic. Oczywiście w pełni się z tobą zgadzam . 
-  Głos, to ty masz piękny. Chrypisz jak nie wiem co. No, mierz tę temperaturę. -  Chłopak włożył termometr pod pachę.
- Ile mam to trzymać?
- Sama nie wiem. Ej, no ale nie przesadzaj. Dziesięć sekund to jednak za mało. – chłopak westchnął i wsadził termometr z powrotem.
- Teraz wystarczy?  – powiedział, gdy minęły jakieś dwie minuty.
- No może. Pokaż. – Blondyn podał jej termometr.
-  Trzydzieści dziewięć i trzy. Zadowolony?  Przysięgam, wiedziałam, że tak się skończy twoje nieubieranie się.  – Dziewczyna popatrzyła na niego z politowaniem.
- Tak, już zdążyłem zauważyć, że zawsze wszystko wiesz najlepiej  – przewrócił oczami.
-  To co przed chwilą zażyłeś powinno obniżyć gorączkę  – zignorowała jego słowa.  – Najlepiej by teraz było, gdybyś wziął gorącą kąpiel.  – Niall przytaknął i zaczął się zbierać z łóżka.  – Zrobię nam coś do jedzenia.  


***


Dziewczyna właśnie parzyła herbatę, gdy do kuchni wszedł Niall. Na stole  stały dwa talerze z jajecznicą i koszyczek z chlebem.  Chłopak podszedł do szafki ze sztucami, z których wyjął widelce, po czym podszedł do Jade, wziął od niej kubki i położył je na stole.
- Szafki są do mnie przystosowane ale lodówka nie chce ze mną współpracować. Mogę sięgnąć najwyżej do drugiej półki, więc jest do jedzenia to, co jest. 
- Lubię jajecznicę. W zasadzie w ogóle lubię jeść.
- To akurat chyba nic nadzwyczajnego jeżeli chodzi o waszą płeć – zaśmiała się Jade.
- Chyba masz rację – przytaknął. – Z mlekiem? – Niall spojrzał na swoją herbatę.
- Z trzema łyżeczkami cukru. Wszystko według przepisu. – Więc zapamiętała. Chłopak posłał jej wdzięczny uśmiech.   – Lepiej się czujesz?
-  Tak, przynajmniej nie mam już dreszczy i gardło trochę mniej mnie boli.
- To dobrze, chyba spadła ci już gorączka, wyglądasz lepiej. Tylko pamiętaj o tym lekarstwie, które zostawiłam ci na półce. – Tego dnia miała poczucie, że tym razem, to nie ona jest od niego zależna tylko on od niej.  Wreszcie miała wrażenie, że jest do czegoś potrzebna, że tym razem może w czymś pomóc. Wreszcie nie była bezużyteczna. I było jej z tym dobrze.


***


Dwa dni później z Niall’em było już całkiem w porządku. Może jeszcze tylko katar, tak, katar to jednak była zmora. Nie mógł nigdzie wyjść bez zapasu chusteczek. Ale poza tym, naprawdę było dobrze. Jade przywróciła go do stanu używalności. I trzeba było nazwać szczęściem, że przy tym  się nie zaraziła, a przecież mogło być blisko. Teraz oboje siedzieli na kanapie i oglądali kolejny już serial. Właściwie odkąd wrócili z kliniki nie ruszyli się z miejsca. Jade usłyszała dzwonek swojego telefonu, obróciła się, by po niego sięgnąć, ale zapomniała o misce z chipsami, która była za nią i niechcący ją wywaliła.
- Jeśli myślisz, że to teraz pozbieram, to od razu uprzedzam, że strasznie mnie dzisiaj bolą nogi. Normalnie jak z kamienia! Kompletnie mi zdrętwiały. Chyba nic z tego nie będzie – zażartowała Jade. Niall nagle poczerwieniał, następnie zatkał sobie usta dłonią, wydał dźwięk podobny do prychnięcia, a potem zwyczajnie wybuchnął śmiechem.
- Boże, Jade nie chcę się z tego śmiać, to okropne.
- Litościwie pozwalam ci się śmiać z mojego kalectwa. 
- Jesteś straszna, naprawdę jesteś straszna. Może jeszcze powiesz, że jeżeli jednak bardzo chcę to mogę użyć twoich nóg jako miotły?  - Jade odwróciła głowę być ukryć uśmiech, który wkradł się na jej twarz. Teraz należało przybrać poważną minę.
-  Nie no, proszę bardzo. Nie krępuj się. Użyj sobie, użyj. – Chłopak popatrzył na poważny wyraz  twarzy Jade, której jednak nie udało się go długo utrzymać. Zaczęła się histerycznie śmiać, a on z nią.
- Masz bardzo wyrafinowany poczucie humoru, Jade.  
- I chlubię się tym. 

 Nigdy nie przyszło by mu na myśl, że będzie kiedyś drwił razem z nią z jej kalectwa. To wykraczało poza wszelki normy, ale widocznie Jade była właśnie taka.  Niezaprzeczalnie nieprzewidywalna. 

__________________________________________________________________________________

Jest to prawdopodobnie przedostatni rozdział, który dodaje. Nie oznacza to, że następny jest ostatnim. I nie znaczy , że przestaje pisać. Odpowiedzią są wasze komentarze. Jedno słowo trudno nazwać opinią. A ich potrzebuję. Pewnie sądzicie, że w tym miejscu powinnam podziękować za to, że w ogóle coś piszecie.  Ale uwierzcie, że to to jedno słowo nic nie wnosi. Nie mówi, co się wam podobało i nie mówi, co wam nie pasuje. 

Dziękuję L  i JoannieK za komentarze, które można nazwać komentarzami. 

10 komentarzy:

  1. Hej :) Nawet nie pamiętam czy wcześniej komentowałam czy też nie, ale jak zobaczyłam notkę to od razu wzięłam się do pisania .
    Rozdział jest niesamowity, tak jak zresztą wszystkie poprzednie . Jak dla mnie to może trochę za szybko się go czyta . Chodzi oczywiście o to że piszesz tak ciekawie, że niemożna doczekać się kolejnego . Ogólnie miałaś i nadal masz zajebisty pomysł na tego bloga i mimo wszystko nadal bym kontynuowała historię Jade i Niall'a . Masz ogromny talent z głową pełną pomysłów , którego za wszelką cenę nie możesz zaprzepaścić .
    Ojć ale się rozpisałam :)
    Do nn .

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy10:11 AM

    Rozdział jest boski :D Poczucie humoru Jade jest świetne :) Jestem tak strasznie ciekawa co się będzie działo, że nie mogę usiedzieć na miejscu xD
    Btw, jestem tu nowa i bardzo nie chcę, żeby ta historia skończyła się :(
    Już się nie mogę doczekać next!
    Całuski :***
    Patrycja xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest świetny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałaś nominowana do LA. Więcej informacji na http://welcome-in-hell-zayn-malik.blogspot.com/ :))

    Natt ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tutaj : http://welcome-in-hell-zayn-malik.blogspot.com/2014/12/liebster-award.html ♥

      Usuń
  5. Anonimowy1:25 PM

    Hej
    Niedawno natknełam się na twój blog i bardzo mi się spodobał. Fabuła jest nietypowa z czego sie bardzo ciesze bo znudziły mi się te typowe ff o "bad boya". Nie ukrywam jestem bardzo ciekawa jak się potoczy ta historia. Sama wiem że cięszko prowadzić bloga a brak komentarzy strasznie zniechęca do dalszego pisania. Ale nie powinnaś się poddawać nawet dla małego grona (w którym jestem ja) odbiorców.
    Jakbyś chciała pogadać albo coś pisz
    @PrimEverdeen74

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy11:42 PM

    Ooo dziękuję, że dziękujesz :) jak zwykle cudowny rozdział i czuję się szczęśliwa bo pierwszy raz ktoś podziękował za mój mało ważny komentarz :) wiesz codziennie wchodzę na Twojego bloga by sprawdzić czy jest rozdział, a jak jest to cieszę się wtedy jak małe dziecko lizakiem. Jednym słowem jestem uzależniona od Twojego bloga i życzę Ci żebyś miała dużo weny i ciekawych pomysłów i pamiętaj zawsze masz moje wsparcie duchowe.
    Pozdrawiam
    JoannaK <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoj opowiadanie jest swietne serio. Nie czytałam w życiu lepszego . Bardzo dobrze , że akcja nie toczy się tak szybko ;) Z tego co widzę to brak jakikolwiek literówkek bądź błędów , a z Polaka jestem dobra :) Masz po prostu DAR , TALENT nwm jak inaczej to nazwać :* a te dialogi to pp prostu cud miód i orzeszki :D Czekam na następne serio ;) Nie przejmuj się małąiilością komentarzy , jak zapewne wiesz nadzwyczajnie w świecie nie chce się nikomu komentować , a tym bardziej długich komentarzy , bo ludzie są leniwi i tyle !! Życzę weny i pasji do dalszego pisania tego opowiadania :) znniecierpliwością czekam na tyłku do 9 rozdziału :) wspieram psychicznie i duchowo <3 twoja wieczna czytelniczka :*

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K